counter hit make Zanim mąż wyszedł odwiedzić swoją ukochaną, dodałam mu do kawy likieru la:xa:tive... ale to, co wydarzyło się później, było gorsze, niż sobie wyobrażałam. - Page 2 - Pizza Time
Publicité

Zanim mąż wyszedł odwiedzić swoją ukochaną, dodałam mu do kawy likieru la:xa:tive... ale to, co wydarzyło się później, było gorsze, niż sobie wyobrażałam.

Publicité

Publicité

Podałam mu ją.

„Mała niespodzianka” – powiedziałam, uśmiechając się spokojnie.

Patrzyłam, jak pije.

Jeden łyk.
Dwa.
Trzy.

Dopił bez wahania.

To zabolało bardziej, niż się spodziewałam… dawno nie spieszył się z niczym, co mu dałam.

„Dokąd idziesz taki wystrojony i pachnący?” – zapytałam, opierając się nonszalancko o ramę.

„Spotkanie” – powiedział, chwytając klucze. „Ważne. Strategia… projekcje… synergia”.

Rzucał tymi słowami, jakby coś znaczyły.

„Synergia z koronką?” – mruknęłam.

Ale już go nie było.

Drzwi się zamknęły.

Cisza.

Spojrzałam na zegarek.

Minuta.
Dwie.
Pięć.

Usiadłam przy stole i czekałam.

Minęło dziesięć minut.

A potem…

idealny moment.

„DO DIABŁA!” – dobiegł krzyk z zewnątrz.

Uśmiechnęłam się.

Wyszłam na werandę z moją najbardziej niewinną miną.

Był tam – pochylony przy samochodzie, trzymając się za brzuch, jakby miał go w każdej chwili zdradzić.

Potykał się i szedł w stronę domu.

„Co mi dałeś?!”. krzyknął. „Nie dotrę do łazienki!”.

Położyłam dłoń na piersi, udając zaniepokojenie.

„Kochanie… jesteś zdenerwowana?”

Zamarł, blady.

„Zdenerwowany?!”

„Mówią, że kiedy denerwujesz się randką… twoje ciało reaguje”.

„NIE DOSTANĘ SIĘ!”

Pobiegł w stronę schodów.

„Och… i nawet nie myśl o skorzystaniu z łazienki na górze” – dodałam słodko.

Zatrzymał się w pół kroku.

„Dlaczego nie?”

„Sprzątam to”.

To, co wydarzyło się później, było niezapomniane.

Mój mąż, „geniusz korporacyjny”, pełen wielkich słów w stylu „synergia”, wdrapywał się na górę bez odrobiny godności, a jego „ważne spotkanie” zostało ewidentnie odwołane.

Zatrzasnęły się drzwi łazienki.

Dźwięki, które nastąpiły… dramatyczne, delikatnie mówiąc.

Westchnęłam.

Potem sięgnęłam po telefon.

Otworzyłam czat grupowy.

„Dziewczyny, czy plan na piwo jest nadal aktualny?”

Odpowiedzi posypały się natychmiast.

—Oczywiście!
—Czekamy!
—Dziś wieczorem świętujemy wolność!

Poprawiłam szminkę.

Złapałam kluczyki.

Moją torbę.

Moją godność.

Kiedy wychodziłam, jego rozpaczliwy głos rozbrzmiewał w łazience:
patrz następna strona

««

Publicité

Publicité